ARTYKUŁY: PLAN MARKETINGOWY SIXERS, CZYLI JAK PRZYCIĄGNĄĆ KIBICÓW?
Autor: Monty Wysłane: 3.09.2007
W październiku Sixers rozpoczynają obóz przygotowawczy przed nowym sezonem. Pierwszy od 1995 roku, w którym nie będzie uczestniczył Allen Iverson, oddany w grudniu w pamiętnej wymianie z udziałem Denver Nuggets. Były gwiazdor Sixers od początku swojej kariery był magnesem na kibiców, którzy gromadzili się w First Union, a później Wahovii Center, by zobaczyć jego niebywałe popisy. Jednak przez ostatnie dwa lata wyniki klubu pozostawiały wiele do życzenia, a co bardziej niecierpliwi fani przestali przychodzić na mecze. W poprzednim sezonie tylko sześć razy Iverson wystąpił przed własną publicznością i spotkania te średnio oglądało prawie 1200 kibiców więcej, niż kiedy AI nie grał, ale w perspektywie całego sezonu wciąż średnio była to zasmucająco niska liczba wykupionych miejsc - 14 848. Pod tym względem Sixers zajmowali 29 miejsce w NBA, wyprzedzając jedynie Memphis Grizzlies. Dlatego też władze klubu bez wahania oddały Iversona, który był dobrym produktem marketingowym jeśli chodzi o odzież i produkty na przykład Reeboka, ale nie przekładało się to na sprzedaż biletów. Już nie. Wiadome było, że liczba kibiców już spaść nie może, wtedy jednak pojawił się nowy problem - co zrobić, aby ona z powrotem wzrosła?
Na szczęście w końcówce rozgrywek z pomocą specom marketingowym Sixers przyszli sami zawodnicy, którzy grając z poświeceniem i wiarą w awans do play-offs potrafili wygrać 17 z ostatnich 26 spotkań. Wielu z nich rozegrało życiowe sezony. Władze Sixers postanowiły więc kuć żelazo póki gorące i po pierwszym etapie ich przyszłościowego planu - sprzedaży głównej gwiazdy - przystąpili do etapu drugiego, do walki o kibiców. Dlatego już w końcówce rozgrywek 2006-07 i z początkiem sezonu 2007-08 zespół jest reklamowany i kreowany na utalentowanych i zdeterminowanych twardzieli, którzy nie grają dla statystyk, ale dla ogólnego dobra. Billy King za namową speców od marketingu nie obiecuje nieprawdopodobnych wyników, nie gwarantuje udziału w play-offs. Z uporem maniaka powtarza za to, że jego gracze będą grali z niesamowitym poświeceniem, wiarą w siebie i siłą tak, by wykorzystać każdą szansę, a w przypadku nawet dotkliwych porażek żaden kibic przybyły do Wachovii Center nie miał powodów do wstydu. Zresztą nie ma co ukrywać, że jest to nie tylko słuszna ale i jedyna możliwa obecnie taktyka. Jeśli miejscowi kibice kupią obraz takiej walczącej drużyny, uwierzą w powrót "team spirit", a nazwiska graczy takich jak Iguodala, Korver, Dalembert, Miller, Evans, Green, Carney czy Williams przekonają ich do siebie, będzie można przejść do kroku trzeciego.
Krokiem numer trzy będzie wszystko to, co można zrobić latem 2008 roku, kiedy na rynku wolnych agentów pojawi się szereg ciekawych nazwisk. Wtedy będzie można wybierać, ale także oferować coś w zamian, bo jeśli scenariusz Kinga sprawdzi się, to indywidualnie jego zawodnicy powinni wypaść całkiem dobrze, niezależnie od końcowego bilansu Sixers. To też przełoży się na ilość kibiców i być może zachęci stacje telewizyjne do pokazywania filadelfijczyków (w najbliższym sezonie Sixers nie goszczą w telewizji ogólnokrajowej ani razu) i jednocześnie wpłynie na to, że zawodnicy szukający nowego klubu uznają Philadelphię za atrakcyjne miasto, w którym warto grać.
Każde tego typu plan marketingowy niesie ze sobą ryzyko, że coś pójdzie nie tak. Wtedy Sixers będą w trudnej sytuacji, bo chociaż wielu chciałoby, żeby w sporcie pieniądze nie były najważniejsze, to każdy zespół musi zarabiać. Warto jednak przeczekać najbliższy sezon i oczekiwać na to, czego możemy być świadkami latem, a międzyczasie być może ta grupa twardzieli noszących koszulki z numerem 76 sprawi nam jeszcze kilka miłych niespodzianek.
15.6 ppg |
8.8 rpg |
4.7 apg |
2.0 spg |
1.7 bpg |
35.5 mpg |
Philadelphia 76ers Boston Celtics New York Knicks New Jersey Nets Toronto Raptors |
16-6 11-10 8-13 8-15 7-16 |
|
Skorzystali Stracili | |
|
| |