ARTYKUŁY: SZKLANA PUŁAPKA
Autor: ZvierZ Wysłane: 01.01.2007

 

Oto typowy scenariusz, do opanowanego przez przeważające siły wroga budynku wpada John McClane, i pomimo wszelkich możliwych przeciwności rzuca się na przeciwników, walczy pomimo wielu ran, którego normalnego śmiertelnika zabiłyby już 10 razy, wychodzi zwycięsko z krwawej konfrontacji z wrogiem i z podniesionym czołem może lizać rany w domu, aby wkrótce powtórzyć ten wyczyn w kolejnej części Szklanej Pułapki. To scenariusz, który wielu nawet nie wnikliwych widzów telewizyjnej ramówki świątecznej znają dobrze. Z kolei kibice i obserwatorzy znają inny.

 

Do hali wypełnionej kibicami, wchodzi Allen Iverson, po to, aby stoczyć kolejny bój, z drużyną dobrze prowadzoną i zarządzaną, drużyną, która posiada w składzie klasowych graczy, Allen wspierany przez kolegów z drużyny, którzy po cichu liczą, że ten pomimo licznych kontuzji i obrażeń jak zwykle weźmie na siebie ciężar gry i się pod nim nie ugnie, kierowany przez trenera wychodzącego z założenia, że super strzelec to pigułka na wszystko i przegrana będzie wynikiem złego przygotowania drużyny, bo przecież nie brakiem idei trenerskiej. Gdzieś z oszklonej loży, spogląda na to wszystko Billy King, człowiek zdający się być zupełnie oderwanym od praw rządzących NBA, człowiek, który za nic sobie reguły budowania składu. I nagle, coś się stało się coś złego, w całym tym bezsensownym zgiełku i po licznych klęskach, palec właściciela cyrku marki Philadelfia 76ers, wskazuje Iversona jako wadliwe ogniwo i rzuca go na rynek transferowy niczym nic nie znaczącą postać ligi i tej organizacji.

Ale zacznę od punktu szalenie istotnego, słynny Finał 2001, Sixers ulegają genialnym Lakers, zbudowanym na podstawie Shaq-Kobe-Phil, a owa podstawa obudowana jest rzeszą solidnych zawodników zadaniowych. Sixers to z kolei filar AI oraz Larry Brown (którzy w końcu znajdują wspólny język) obudowany solidnymi zadaniowcami. Jak każde dziecko wie, Lakers tylko przy pierwszym meczu ulegają, a następnie rozbijają w pył Sixers sięgając po najwyższe laury. Przegrana w finałach, zdaje się robić takie wrażenie na kierownictwu Sixers, że ci nie decydują się na budowanie drużyny według schematu, jaki pozwolił im grać w finałach, nikt nie zdaje się dostrzegać, że Sixers nie przegrali, dlatego, że stanowili słaby skład, trafili po prostu na świetnie skonstruowaną machinę do wygrywania. Więc zamiast wzmacniać skład, który zaszedł tak daleko zaczyna się jego rozmontowywanie, bo przebudową, patrząc na dalsze wydarzenia, nazwać raczej nie można. Sixers wysoko zajść nie mogą, i teraz gryzą wręcz doły ligi, walcząc już chyba o dobry numer w drafcie.

Warto było budować, drużynę opartą na jednym superstarze w tym przypadku, gdyż ówczesny AI to zawodnik nielubiący dzielić się światłami jupiterów z kimś innym, poza tym w ten sposób nie obciążono by w sposób szalony budżetu klubu, pozwalając sobie na późniejsze powalczenie o jakiegoś solidnego gracza, który znalazłby wspólny język z AI. Tymczasem rozpoczęło się sprowadzanie ligowych dziwolągów, takich jak Van Horn czy Glen Robinson. Szefowie klubu wykazali się też, nie lada kretynizmem po odejściu z Larrego Browna (co akurat patrząc na kariere Browna, łatwo było przewidzieć), mianując na jego miejsce jego asystenta Ayersa. Coś, co mi osobiście się w głowie nie mieści, mając w drużynie gracza szalenie usiłującego dominować w relacjach z przełożonymi, na trenera powołuje się asystenta, czyli tego, który w sztabie trenerskim jest tym dobrym gliną w relacjach z zawodnikami, bo trener to ten zły, wiecznie wymagający i pokrzykujący.

Jak Iverson miał się podporządkować komuś takiemu? Ta opcja była absolutnie niewypałem. Następnie pojawia się Chris Ford, który z tej całej zbieraniny wydawał się być tym, który ma jakiś pomysł, ale nie wie jak go zrealizować i znowu niewypał. Po nim przychodzi Jim O'Brien, dla mnie facet zagadka, cały sezon nieumiejący ustawić składu, mający permanentny problem z obmyśleniem strategii. No i w końcu władze klubu decydują się dokonać ruch, który z medialnego punktu widzenia, zdaje się być strzałem w dziesiątkę, oto na ławce trenerskiej zasiada Maurice Cheeks, człowiek legenda klubu z Filadelfii, człowiek, którego koszulka wisi pod kopułą, Wachovia Center, człowiek który w roku 1983 wywalczył ostatnie jak dotąd mistrzostwo dla drużyny z miasta braterskiej miłości.

Natomiast z koszykarskiego punktu widzenia ruch zupełnie nie przemyślany, oto do klubu przychodzi facet, który nie był w stanie zrobić z Portlandzkich Blazers porządnej drużyny, człowiek który jako trener nie może pochwalić się spektakularnymi sukcesami, wreszcie facet który dał powody aby myśleć, że nie radzi sobie z "trudnymi" zawodnikami. Poza tym nie każdy kto był świetnym zawodnikiem, będzie dobrym trenerem, wystarczy spojrzeć za miedze aby przekonać się co wyczynia inny świetny guard na stanowisku trenera, czyli Isiah Thomas. Władze Sixers, wykonując tak kretyńskie ruchy, przegapiają na rynku takie nazwiska jak Georgie Karl (bliski przyjaciel Larrego Browna, kótry posiada podobną etykę pracy, i któremu powinno udać się okiełznać AI, co ma szanse teraz czynić w Denver) czy Mike DiAntoni (zresztą nie jest niespodzianką to, że władze 76ers rzadko spoglądają poza granice USA), a w ostatnim czasie przegapiają Dona Nelsona.

Tak więc włodarze Sixers stają w sytuacji, w której mają trenera który wie jak się gra w kosza, ale nie za bardzo wie jak, ową grę się organizuje z ławki, mają głodnego zwycięstw gwiazdora i zbieraninę dziwnych, czasem przypadkowych nazwisk. Ale tej całej zbieraninie zdają się nie dostrzegać takich gwiazdek jak John Salmons (którego bez bólu, puszczają nie usiłując nawet targować się ze zdeterminowanymi Kings), czy Matt Barnes (który w Warriors pod okiem właśnie Dona Nelsona rośnie na świetnego gracza) za to zatrudnia się takie mega gwiazdy jak Kevin Ollie. Jego przyjście można by tłumaczyć potrzebą posiadania weterana, który stanowić będzie oparcie dla młodzieży, ale, po co taki ruch, w drużynie był Baron Mckie, weteran o spolegliwej naturze, który mógłby pełnić taką role, a przy tym był (nie wiem czy wciąż jest) bardzo dobrym kumplem AI.

Za to do klubu sprowadza się podstarzałego gwiazdora, z wybujałym ego, oraz wiecznie męczonego kontuzjami, czyli C-Webba. Wygląda to jak jakby Iversonowi domagającemu się Ferrari, podarowuje się fajnie polakierowanego, na super felgach, Poloneza. Wszystko fajnie, ale wiadomo, że Polonez się w końcu popsuje. King idzie na łatwiznę, sprowadza z Kings, Webbera, którego odejścia domagał się Peja Stojakovic, w zamian oddając bardzo solidnego i regularnie rozwijającego się Kenny Thomasa. Pozbywając się ten sposób lekkiego kontraktu Thomasa zyskując w zamian monstrualne zobowiązania wobec Webbera. Poza tym urzeczony wyczynami Dalamberta King, w ostatniej jak dotąd serii w PO w wykoaniu Sixers, przeciw Pistons, daje Samuelowi gigantyczny kontrakt, zapominając zupełnie przy tym, że długi czas rzeczony pan leczył się kontuzji, i nie pokazywał nic wybitnego, Kingowi zdaje się to jednak nie przeszkadzać.

Owszem nie można mu odmówić wyszukania takich znakomitości jak Andre Iguodala czy Willie Green, ale ustalmy fakty, nawet takie trafienia nie przesłaniają, prowadzenia wręcz kretyńskiej polityki kadrowej klubu. W końcu staje przed nami skład, Dalambert (dziwnie po podpisaniu korzystnej umowy, nie gra już tak zjawiskowo jak przeciw Pistons, gra poniżej przeciętności, okazyjnie przypominając kibicom, za co Sixers płacą mu tak duże pieniądze) Webber (z niedziałającymi kolanami, PF uwielbiający grać daleko od kosza, bez problemu działa u niego jego samoocena, czyli jestem taki fajny, ale nikt mi nie daje pokazać, jaki to dobry ja jestem) Andre Iguodala (zawodnik o potencjale All-Star, przesunięty do roli wyrobnika, chyba tylko po to, aby Webber czuł się lepiej) Ollie (poczciwy weteran, który lubi sobie pobiegać tak, aby nie przeszkadzać swoim kolegom) i Iverson (głodny sięgnięcia po tytuł, zdający się być zmęczony wiecznym niesieniem drużyny na swoich plecach), w obwodzie pozostaje Korver (dobry strzelec, spec od trójek i ciamajda w obronie), Hunter (super solidny gracz, który spokojnie mógłby zastąpić Dalamberta w S5, jednak nie wiedzieć czemu władze klubu wytworzyły wokół niego chorą atmosferę usiłując go sprzedać, co w końcu na szczęście nie doszło do skutku), Shavlik Randolph (bardzo waleczny ale kruchy), Green (młody utalentowany, którego troszkę uziemiła kontuzja, ale zdaje nie do końca radzić sobie z presją gry).

I nagle w tym całym bałaganie, władze klubu odpalają bombę, Iverson poprosił o transfer. To nie handlowanie vanhornami czy spriłelami, to wystawienie na witrynę sklepową, jednego z najbardziej popularnych koszykarzy na ziemi. I rozumiem, że to taki biznes i nikt nie jest na stałe przymocowany do jednego klubu, natomiast dziwi mnie styl przeprowadzenia tego ruchu. Ogłasza się, że to Iverson zażądał transferu, podczas gdy ten mówi w wywiadzie, że nie prosił o sprzedanie, oczyszcza się jego szafkę w szatni a ze spotów reklamowych wycina się jego akcje, to troszkę nie eleganckie mając na uwadze, że Sixers sprzedają zawodnika, który reprezentował klub przez ostatnie 10 lat, który jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych graczy tej ligi, który udowodnił, że wzrost, masa czy kontuzje są nie istotne, jeśli tylko chce się zwyciężać.

Teraz AI gra w klubie, którego styl określa jako "wymarzony", pracuje z trenerem, który będzie go skutecznie motywować, jest otoczony rozmyślnie budowanym składem, a nie zbieraniną przypadkowych postaci. Tym czasem Sixers ufundowali sobie rasowego rozgrywającego, któremu jeśli wierzyć plotkom nie w smak była przeprowadzka, i Joe Smitha, którego pojawienie się w klubie nic nie znaczy dla siły zespołu. Natomiast same władze Sixers, już kręcą sobie bat na siebie, nie robiąc nic, bo według mnie przy takiej polityce kadrowej, niedługo za współprace podziękuje, kreowany na nowego lidera drużyny, Andre Iguodala. Bo nic nie jest bardziej frustrujące niż seryjne porażki i postawienie klubu w pozycji chłopców do bicia. Tak, więc teraz trzymajmy się mocno, bo jeśli zrealizuje się mój scenariusz odejścia AI2 z Sixers, to będzie to dowód ostateczny, że klub jest prowadzony przez skończonych gamoni. Z tym, że teraz racje przyzna nam cała NBA a nie tylko kibice Sixers, że King to fachowiec od pasania owiec.

 



15.6 ppg
8.8 rpg
4.7 apg
2.0 spg
1.7 bpg
35.5 mpg




Philadelphia 76ers
Boston Celtics
New York Knicks
New Jersey Nets
Toronto Raptors
16-6
11-10
8-13
8-15
7-16



  
Sixers na transferze M.Speightsa...
   Skorzystali
   Stracili
  

Zobacz wyniki




Copyrights © 2001-12 by
Tomek "Monty" Klimowicz
All Rights Reserved

Działamy: