ARTYKUŁY: NBA Europe
Live 2006: Blog z Koln + fotorelacja
Autor: Monty Wysłane:
11.10.2006
Kiedy pojawiła się wiadomość, że Sixers będą grali w Niemczech w ramach NBA Europe Tour, od razu wiedziałem, że nie może mnie tam zabraknąć. Taka okazja, tak blisko Polski, mogła juz się nigdy nie zdarzyć. Zaopatrzyłem się wiec szybko w bilety i byłem gotowy na największe przeżycie jakie mogłem sobie wyobrazić. Sprawy w moim życiu tak się potoczyły, że zamiast wybrać się do Koln z Polski samochodem, musiałem dojechać z południa Irlandii, a wiec najpierw do Dublina pociągiem, następnie autobusem na lotnisko i samolotem do Koln. Ale udało się. Teraz po fakcie mogę powiedzieć, że warto było wydać na to każdego ciężko zarobionego eurocenta.
Dzień pierwszy, 10 październik
2006
Wszystko
zaczęło się w Koln ok. godz. 15.30,
kiedy spotkałem czekających tu
na mnie juz od wczoraj ZwierZa
i Ajversona (znanych z forum e-nba.pl)
i naszego redaktora Hotspurfca.
Po krótkiej wizycie w hotelu wybraliśmy
się wolnym krokiem w kierunku
hali. Po kilku minutach spaceru
spotkała nas jedna z największych
tego dnia niespodzianek. Mr.
David Stern? - spytał nagle
ZvierZ starszego, nieogolonego
mężczyznę w czarnym sportowym
dresię zwiedzającego prawdopodobnie
z żoną okolice. Po chwili konsternacji
okazało się, że to nie pomyłka
i komisarz NBA zaczął chwalić
nasze koszulki, wszystkie w barwach
Sixers (z wyjątkiem ZvierZa, którego
koszulkę retro Nats z numerem
3 pomylił prawdopodobnie ze strojem
Nets). Oczwiście każdy korzystając
z okazji wykonał pamiątkowe zdjęcie
z Davidem Sternem, który pożegnał
nas wręczając proporczyki z logiem
(jeden NBA, a drugi NBA Europe
Tour). Nie mogąc jeszcze uwierzyć
w to, co się właśnie stało, pomaszerowaliśmy
w stronę hotelu, w którym podejrzewaliśmy
zatrzymali się gracze Sixers.
Niestety okazało się, że był tam
tylko mniej ważny personel, ale
udało nam się tez dojrzeć ambasadora
dobrej woli, byłego gwiazdora
Sixers, Worlda B. Free. Kolejny
etap naszej wędrówki to juz hala
Kolnarena, która okazała się ładnym
i nowoczesnym obiektem mogącym
pomieścić około 19 tysięcy ludzi.
W środku mnóstwo barów i sklepów
z gadżetami NBA. Niestety wybór
dosyć ubogi, ale kilku z nas pokusiło
się o okolicznościowe t-shirty
z logiem imprezy lub miniaturowe
piłki do kosza Spaldinga.
Widok
na hali niesamowity. Rządy i piętra
trybun, wspaniały parkiet i olbrzymi
telebim nad nim. Od razu poczuło
się TEN klimat. Pierwszy rozegrano
mecz CSKA Moskwa - Makalwi Tel
Awiv. Ponieważ żaden z nas wielkim
fanem Euroligi nie jest i drużyn
tych praktycznie nie zna, częściej
niż na boisko patrzeliśmy na widownie
w poszukiwaniu "celebrities".
Udało się wypatrzeć spotkanego
wcześniej Sterna, tym razem wyglądającego
juz jak na oficjalnych zdjęciach.
Ponownie znaleźliśmy Worlda B.
Free, który obiecał nam na przerwie
autograf. Niestety to był ostatni
raz, kiedy go widzieliśmy tego
dnia. Okazało się, że wśród komentatorów
jest Bill Walton. Pierwsza próba
dotarcia do niego zakończyła się
klęską (musiał wracać do komentowania
i ochrona interweniowała) ale
nieco później udało się i ja,
ZwieRz i spotkany wczesnej, a
znany Wam z tej strony Zozo.Allen
mogliśmy się cieszyć z autografu
jednej z legend NBA. It's a great
honor to meet you here - powiedziałem
do wielkiego Woltona, który z
charakterystycznym uśmiechem na
twarzy wręczył mi miniaturowa
piłkę ze swoim podpisem. W późniejszej
części wieczoru mieliśmy tez okazje
rozmawiać z Wojtkiem Michałowiczem,
który okazał się bardzo sympatyczny,
wypytywał skąd jesteśmy i ilu
nas przyjechało. Nie obyło się
oczywiście bez pamiątkowego zdjęcia.
Do mniej sympatycznych części
wieczoru należała "rozmowa"
z odnalezionym na trybunach Billem
Russellem, który zarówno prośbę
o autograf jak i prośbę o wspólną
fotografie skwitował zimno jedynie
kiwając przecząco głową, bez żadnego
słowa czy uśmiechu. Spotkaliśmy
tez Borysa, czyli redaktora naczelnego
i założyciela serwisu e-nba.pl,
bez którego pewnie byście teraz
tego nie czytali. A oprócz znanych
osób na widowni całe rodziny o
rożnym kolorze skory, w rożnym
wieku, z rożnych miejsc w Europie,
z transparentami i bez, w najróżniejszych
koszulkach NBA, chociaż z radością
stwierdziliśmy, że przeważały
barwy Philadelphii 76ers.
Wreszcie około godziny 21.00 na boisku pojawili się zawodnicy Suns, a po nich Sixers. Niesamowite wrażenie, zwłaszcza, że siędząc w 3 rzędzie od parkietu byli oni na wyciągniecie reki. Widzieć z bliska i słyszeć Iversona - wreszcie się udało! Około 20 minutowy trening rzutowy zakończył się popisowymi wsadami Iguodali, Webbera cyz Dalemberta wzbudzającymi głośne "ochy" i "achy". Ale największe poruszenie wśród publiczności wzbudził zupełnie prosty dunk w wykonaniu malutkiego Allena Iversona, który tez na przeprowadzonej chwile potem prezentacji graczy obu zespołów zyskał zdecydowanie największy aplauz (po nim Nash, Webber i Stoudemire, nagrodzony brawami juz na treningu za powrót po kontuzji). Zażartował z niego za chwile Green, którego głośne "Uuuuu!", mina i gestykulacja w stronę AI miały wskazywać, że to najlepszy wsad jaki kiedykolwiek widział.
Pierwsza kwarta meczu to głownie robienie fotek, o dziwo dobra gra Sixers w obronie i festiwal strzelecki Iversona, który trafiał z dystansu jak opętany i rzucił 7 punktów z rzędu (w calej kwarcie az 17 lub 18, ku naszej radosci), 7 z 9 pierwszych Sixers w meczu. Druga kwarta równie dobra, niestety pod jej koniec i przez cala trzecia Sixers stracili rozpęd i niszczeni przez skutecznych "za trzy" (i nie tylko) Suns, przegrywali juz 22 punktami. Trochę podłamani straciliśmy juz PRAWIE nadzieje, że pierwszy przez nas widziany LIVE mecz Sixers będzie meczem wygranym, aż stało się to, co sprawiło, że był on tak wspaniały.
Początek czwartej kwarty to niewiarygodna pogoń 76ers, którzy jeśli dobrze policzyliśmy, mieli serię 17-4. I to głównie rezerwa Sixers, przeciwko (prawie) podstawowym graczom Suns. Na widowni zrobiło się naprawdę gorąco, coraz częściej emocje brały górę, rozlegały się oklaski w rytm muzyki i okrzyki do zawodników. I w połowie tej kwarty "trojka" Iguodali i prowadzenie, wyskoczyliśmy wszyscy z krzeseł! Atmosfera gorąca jak nigdy, wspaniały klimat, hałas, nieustanne oklaski i ryk "defence" do zdarcia gardła. Gwizdy i buczenie, gdy rzuty wolne wykonywał gracz Suns (chociaż później również Iguodala, zapewne od fanów Suns lub chcących dogrywki). Tej sytuacji i niesamowitego uczucia długo nie zapomnę, nie da się tego opisać. To trzeba przeżyć. I ta końcówka. Na minutę przed końcem wszyscy jakby umówieni poderwali się równocześnie z krzeseł, cała hala, by jeszcze lepiej dopingować swoich ulubieńców. I kluczowa "trójka" Carneya dająca Sixers wygraną. To spowodowało taki wybuch radości, nagły skok do góry, niedowierzanie i oklaski, przybijanie "piątek" ze nawet nie warto próbować tego opisać. Smak wygranej. Dłownie bolały jeszcze do późnego wieczora.
Co warto jeszcze dodać o meczu, czego mogliście nie zobaczyć w telewizji?
Niewiarygodna
walka Iversona, którego obserwowałem
najdłużej i naprawdę grał, jakby
to był jego ostatni mecz, bez
chwili odpoczynku, bez momentu
przestoju na boisku, biegania.
I niezliczona ilość ciosów, które
jednak wciąż na siębie przyjmuje,
wpadając na zasłony lub próbując
się uwolnić od presji. I jego
"trash talking" jak
chociażby My ball, my ball,
my ball! do Steve'a Nasha
podczas gry 1 on 1. Kiedy przez
druga polowe AI siędział juz głównie
na ławce, i tak wyglądał na bardzo
zaangażowanego w grę, cieszącego
się z każdej udanej akcji i dwukrotnie
przez dłuższą chwile rozmawiającego
z sędzią o akcjach odgwizdanych
przeciwko jego kolegom. A także
wiele rozmów i żartów z Webberem,
z którym widać jest jednak w bardzo
dobrych stosunkach. Piękna chwila
pod koniec meczu, gdy cala hala
oglądała go na stojąco. a Allen
wkroczył na parkiet z palcem uniesionym
do góry ciesząc się z wygranej,
jeszcze przed końcem meczu.
Kolejna sprawa to wielka walka na parkiecie i zaangażowanie Carneya, który może w tym roku sprawić niespodziankę. Jeszcze lepiej Randolph, walczący o każdą piłkę oraz przepychający się Dalembert. Niedopuszczanie Iguodali, warte uwagi. Ci gracze naprawdę są bardzo zaangażowani w grę i podchodzili do niej emocjonalnie. Wiele rad posyłanych z ławki przez Kevia Ollie do Greena i Iguodali. Niestety bierna postawa milczącego Mo Cheeksa i kontrastujące z tym zachowanie trenera D'Antoniego, a nawet asystentów Cheeksa, wiecznie wydzierających się na swoich graczy. No i oczywiście w przerwach i podczas "time outu" ciągłe popisy na parkiecie cheerleaderek, zespołu wykonującego wsady za pomocą trampolin i maskotki Hip Hop, która nawet podczas trwania meczu bawi się z publicznością. Oraz konkursy z udziałem kibiców.
Spotkanie wielu użytkowników e-nba, zdjęcie z Davidem Sternem, autograf Billa Waltona, rozmowa z Wojciechem Michałowiczem (który ocenił mecz na bardzo dobry i wygraną Sixers na zdecydowanie zasłużoną), możliwość obejrzenia graczy Sixers z bliska i emocjonujący, zacięty do końca mecz to zdecydowanie więcej, niż oczekiwałem. Tym wszystkim kibicom, którzy nie mogli być z nami życzmy szybkiego spełnienia tego marzenia.
Dzień drugi, 11 październik
2006
Dzisiaj dzień zaczęliśmy od zwiedzania
Koln, nie tylko sklepów z obuwiem
i odzieżą koszykarską, ale tez
zapierającej dech w piersiach
Katedry, z której można było podziwiać
panoramę miasta i Kolnarenę z
góry. Przed halą byliśmy około
godziny 17.00 (ZvierRz, Ajverson,
Hotspurc, Przemek i ja) gdzie
po wykonaniu paru fotografii weszliśmy
do środka. Udało się spotkać ra_da
i Karinę z chłopakiem oraz później
Zozo.Allena. To była okazja do
ponownego rozgrzania naszych aparatów,
podobnie jak po wejściu przed
parkiet. Mecz otwarcia to pojedynek
pomiędzy Phoenix Suns i Maccabi
Tel Aviw. Pierwsze kwarty na korzyść
Tel Aviwu, ale od drugiej polowy
kolejne trojki i inne skuteczne
akcje Phoenix sprawiły, że Suns
zaczęli wyraźnie prowadzić. Milo
było popatrzeć na świetną grę
byłego filadelfijczyka Raji Bella,
ale największy aplauz i poderwanie
się publiczności było zasługą
wspanialej dobitki z powietrza
Diawa po pudle Stoudeamire'a.
W przerwie udało nam się zdobyć
upragniony autograf Worlda B.
Free oraz wspólną fotografię.
Bardzo sympatyczny facet chętnie
pozujący do zdjęć, chociaż ode
mnie w żartach chciał za podpis
20 "bugsów", a ZvierZowi
dał za darmo ;) Niestety nie zdołaliśmy
dostać się do Darryla Dawkinsa.
Dostaliśmy za to smycze na klucze
z logiem NBA Live 2007 i kupiliśmy
ostatnie pamiątki.
Dalej atmosfera stała się o wiele bardziej gorąca, gdy rozpoczęły się przygotowania do meczu Philadelphii 76ers z CSKA Moskwa. Znowu największe oklaski podczas prezentacji otrzymał AI. Tym razem jednak publiczność, głownie za sprawą kibiców przybyłych y Moskwy, była podzielona jeśli chodzi o kibicowanie. Pierwsza polowa była bardzo widowiskowa, rewelacyjne wsady Iguodali, bloki Dalemberta i Iverson ośmieszający kryjących go graczy jeszcze częściej niż dzień wcześniej, wywoływały zachwyty publiczności poderwanej z krzesełek. Publiczności jednak było mniej i co nas zdziwiło, wiele krzesek zostało wolnych (sami przeszliśmy o kilka metrów na lepsze miejsca).W przerwie meczu na boisku pojawił się Bill Rusell, nagrodzony przez wszystkich owacją na stojąco.
W drugiej połowie Sixers zaczęli jeszcze wyraźniej kontrolować mecz i na boisku przybywało zawodników rezerwowych. My obserwowaliśmy z zainteresowaniem ciągle rozmowy zawodników podczas gry, czego w tak dużym stopniu nie widać podczas transmisji oraz spojrzenia i gesty w stronę sedziow po ich każdym gwizdku, mające przekonać do przyznania piłki danej stronie. W pewnym momencie Allen Iverson chwile odpoczywał na boisku masując się po nodze, ale zrobił ukłon w stronę fanów ustawiając się bardzo blisko narożnika boiska, tak, ze był na wyciągniecie reki i było można zrobić sobie świetne zdjęcia (co akurat nam się nie udało). Na uwagę zasługuje tez postawa cherleaderek, zabawiających dzieci tuz obok naszego krzesełka.
Końcowe minuty meczu nie były juz tak emocjonujące i niezapomniane jak wczoraj ze wzglądu na wysoką przewagę punktowa, nie było nerwowych okrzyków w kierunku zawodników i głośnego "defence", za to każdy zawodnik Sixers schodząc pod koniec z boiska dostał spore oklaski, co było bardzo mile. Podsumowując - mecz zupełnie inny od tego z Suns, mniej emocjonujący, ale bardziej widowiskowy.
Po
meczu udało nam się załapać na
koszulki rzucane w stronę fanow
przy wyjściu, niestety inne gadżety
powędrowały w innym kierunku (łącznie
z butami AI i C-Webba). Pozwiedzaliśmy
jeszcze Kolnarene w środku, po
wyjściu postanowiliśmy trochę
zaczekać i opłaciło się: przed
halę wyszedł Shavlik Randolph,
jak zwykle poprosiliśmy o podpisy
i zdjęcie. Shavlik był bardzo
otwarty i sympatyczny, gdy usłyszał,
ze jesteśmy z Polski, zapytał
ile tu jechaliśmy i przez chwile
z nami porozmawiał, tak więc zdążyłem
mu przekazać jak wielu fanów ma
jego zespół u nas...
Udało mi się tez zdobyć autograf byłego gracza Sixers, Rodneya Buforda, który poza dwoma niedolotami w końcówce rozegrał świetny mecz. To dzięki Hotspurfcowi, który uczestniczył w konferencji prasowej i jego pytania w stronę Iversona i Dalemberta powinniście usłyszeć w wywiadzie na nba.com. Hotspurfcowi udało się jeszcze zdobyć podpisy Dalemberta i Webbera. Tym wydarzeniem zakończył się dwudniowy weekend w Koln, weekend, którego prawdopodobnie nie zapomnimy do końca życia i który każdy z nas ocenił na całkowicie udany.
FOTOGALERIA
Z KOLN: Galeria
1 | Galeria
2
Autorami zdjęć są: Monty (Galeria
1) oraz ZvierZ, Zozo.Allen, Ajverson,
Przemek, Karina (Galeria 2).
15.6 ppg |
8.8 rpg |
4.7 apg |
2.0 spg |
1.7 bpg |
35.5 mpg |
Philadelphia 76ers Boston Celtics New York Knicks New Jersey Nets Toronto Raptors |
16-6 11-10 8-13 8-15 7-16 |
|
Skorzystali Stracili | |
|
| |