ARTYKUŁY: GARŚĆ STATYSTYK, CZYLI JAKA JEST RECEPTA NA LEPSZĄ GRĘ SIXERS?
Autor: Monty Wysłane: 26.12.2005

 

Za nami 27 spotkań sezonu zasadniczego 2005-06, czyli dokładnie 1/3 rozgrywek. Sixers z bilansem 14-13 są w czołówce Atlantic Division. Dotychczas utrzymywali pozycję jej lidera, ale po ostatnim niepowodzeniu z Hawks musieli ją oddać coraz lepiej ostatnio spisującym się NJ Nets. Czy jednak taki bilans w najsłabszej dywizji NBA może cieszyć? Biorąc pod uwagę, że szczęśliwie zdrowi są i rozgrywają lepsze niż ostatnio sezony Iverson i Webber, po kontuzji wrócił Dalembert, a Iguodala czy Korver są bardziej doświadczeni, można się zastawiać. Biorąc jeszcze pod uwagę, że Sixers są najlepszą drużyną NBA w ataku jeśli chodzi o średnią zdobywanych punktów (102.9) trzecią jeśli chodzi o skuteczność (46.3% tylko za Spurs i Kings) i drugą jeśli chodzi o straty (12.1 tylko za Pistons) co jest z pewnością wielkim osiągnięciem nowego trenera, ale już drugi rok zmagają się z problemami defensywnymi, odpowiedź nasuwa się sama. Ale na razie chociaż widać lekką poprawę i próby zmiany tej sytuacji (zatrudnienie Mosesa Malone'a) to skutecznego lekarstwa na te bolączki nie może znaleźć Mo Cheeks, który na tym etapie sezonu jest niewiele lepszy od poprzednika - Jima O'Briena, mającego po 27 spotkaniach sezonu 2004-05 bilans 13-14. I to już na pewno budzi wielką frustrację kibiców Philadelphii, którzy od sezonu 2000-01 nie mogą doczekać się sukcesów na miarę tamtych.


Sixers na pewno nie brakuje wiele w ataku. Wreszcie po tylu latach narzekań Allen Iverson ma odpowiednich partnerów, mówi się nawet, że najlepszych w jego karierze, którzy mogą zdobywać na równi z nim punkty i nawet oddawać kluczowe rzuty. Nie trzeba przypominać trójek i "buzzer beaterów" Korvera, który zapewniły już kilka wygranych już rok temu, czy gier Webebra, w których zdobywał on już ponad 20 czy nawet 30 punktów (odpowiednio 12 i 3 razy w tym sezonie). Swoje od czasu do czasu dodadzą też Iguodala, czy Nailon, kiedy jeszcze grał. Niestety pomijając wahania formy Iguodali czy Korvera, ten pierwszy zdecydowanie za mało rzuca i bywają mecze, w których oddaje 2-3 rzuty przebywając na parkiecie nawet po 40 minut. Iguodala musi zdecydować, czy chce być gwiazdą po obu stronach parkietu, czy tylko w obronie, co za tym idzie wybierać żywot wiecznego "role playera". Korver nie boi się już rzucać co bardzo cieszy, natomiast mniej zrozumiałe jest, że kiedy zdarza mu się gorszy dzień i pudłuje rzut za rzutem, trener ciągle go trzyma na parkiecie. Wtedy więcej szans powinien dostawać Salmons i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby grał on z ławki porównywalną ilość minut co Korver w wyjściowym składzie. Takiego zmiennika brakuje. Dalembert z kolei ma na koncie już 5 gier z ponad 12-15 punktami i 6 z 12 lub więcej zbiórkami, jednak jego problemy z faulami sprawiają, że gra często zaledwie po 20-25 minut, co biorąc pod uwagę jego młody wiek na pewno jest za mało. A przecież ryzyko zejścia za 6 fauli w ostatniej kwarcie na tym etapie rozgrywek nie bedzie nic znaczyć

Gorszej ostatnio formy Salmonsa czy nieustającego zamiłowania C-Webba do oddawania rzutów z pozycji blisko obwodu nie będziemy już wspominać. Przydałoby się nie liczyć każdej nocy na Iversona który zdobywa po 40 punktów, ale spowodować, by wszyscy gracze mieli aktywny udział w ataku i nie bali się rzucać, nawet jeśli nie gwarantuje to wygranej tak często, kiedy AI ma mecze z 40 punktami (45-21 w karierze, ale 3-4 w tym sezonie). Ale to wszystko to są bardziej lub mniej poważne problemy ofensywne, a o atak Sixers jak wspomniałem nie ma się co martwić, a przynajmniej są dużo bardziej priorytetowe problemy.

Prawdziwy problem to nie słaba ławka, o którą były obawy podczas przerwy letniej, to nie brak doświadczenia jak w poprzednim sezonie, czy kontuzje prześladujące zespół przez ostatnie sezony. Problem, który sprawia, że Sixers mimo dobrego składu na papierze, dobrego trenera i słabej dywizji nadal rozczarowują, to OBRONA. Albo raczej jej brak. Mamy Iguodalę, rewelacyjnego młodego obrońcę, który umie skutecznie wyłączyć z gry czołowych strzelców przeciwnika i jest porównywany do Scottie Pippena. Mamy Iversona, najlepszego w ostatnim dziesięcioleciu przechwytującego NBA. Mamy wreszcie Dalemberta, który stanowi groźną siłę pod koszem i chociaż opuścił początek sezonu, to zaliczył już 8 gier z 3 lub wiecej blokami na koncie. I mamy trenera, którego oczekujemy czegoś więcej niż to, co dawał nam w obronie wspomniany O'Brien, czyli prawie nic. I to powinno bez problemu zrównoważyć słabą ławkę, która tak naprawdę liczy się dopiero w play-offs, czy gorsza obrona Webbera, Korvera oraz Iversona w starciach 1 na 1, którzy z różnych powodów nie są w niej tytanami. A przynajmniej powinno starczyć na pokonanie takich rywali jak Bucks, Cavs czy Hawks, tymczasem Sixers przegrali z nimi i na domiar złego dali sobie rzucić kolejno 117, 112 i 110 punktów i obecnie są w NBA na trzecim miejscu pod względem traconych punktów ze średnią 101.6 w każdym meczu. Tymczasem zespół dobrze broni w akcjach 1 na 1, ale obrona zespołowa zupełnie nie funkcjonuje, brak wzajemnej pomocy przy kryciu, jeśli już ktoś do niej wychodzi to pozostawia pusty obwód z którego podobnie jak rok temu tracimy mnóstwo ważnych punktów.

Brakuje nam też wsparcia pod koszami, chociaż to jest sprawa już dyskusyjna. Obecnie możemy liczyć na Dalemberta i Webbera, którzy razem zbierają ponad 20 piłek. Dosłownie minuty gra Hunter, który przecież przez cały listopad wychodził w pierwszej piątce i w 25 minut notował dobre 8 punktów, 5 zbiórek i 1 blok. Jeszcze bardziej smuci brak Lee Nailona, który po ostatnim najlepszym w karierze sezonie teraz nie gra w ogóle, chociaż miał już popisowe mecze, jak np. przeciwko Clippers (21 punktów) czy 3 spotkania przedsezonowe z 12 lub więcej punktami. Powodów wciąż nie znamy. Wprawdzie coraz lepiej gra Randolph, który już zaliczał ponad 10 zbiórek i może się okazać niezłym talentem, ale to nie znaczy, ze tak doświadczeni i utalentowani gracze, którzy już się sprawdzili, mają siedzieć na ławce, a my mamy stawiać na kolejnego niepewnego (prawie) debiutanta. Statystyki mówią jasno: Sixers w tym sezonie tylko 10 razy okazali się lepsi od przeciwnika w zbiórkach, za każdym razem odnosząc zwycięstwo w meczu.

A wiec jaka jest recepta na lepszą grę Philly w tym seoznie: skupić się na obronie, zwłaszcza obronie zespołowej. Nauczyć zawodników grać ze sobą w defensywie, wzajemnie ułatwiać sobie grę. Każdy powinien znać swoje zadania defensywne i miejsce na parkiecie, może warto przejść częściej na obronę strefową. Trzeba dalej pracować nad zbiórkami. Bardziej angażować innych graczy w ataku, zwłaszcza Iguodalę (więcej rzutów) i Salmonsa (więcej gry). Mniej Iversona i Webbera, którzy oddają blisko 70% rzutów zespołu. Chociaż w porównaniu z poprzednim sezonem są z tym postępy, to jeszcze bardziej trzeba pilnować, by C-Webb nie rzucał zbyt dużo z dystansu. Trzeba również lepiej rotować skład, aby więcej grał Dalembert i Salmons, nie przeciążał się niepotrzebnie po 48 minut Iverson, a Nailon oraz Hunter mogli robić to, za co inkasują grube pieniądze.

Zresztą, może najlepszym podsumowaniem tego artykułu będzie właśnie rzucenie okiem w statystyki, które jak mawiał Bill Russell, nie kłamią. Podobno statystyki są jak piękna kobieta w bikini - wiele odsłaniają, ale tak naprawdę nie pokazują niczego konkretnego. Tak czy inaczej, kilka prawidłowości można wychwycić, dlatego warto sprawdzić, jaka jest recepta na zwycięstwa i porażki Phildelphii w tym sezonie i jak bardzo trzeba poprawić elementy gry, o których pisałem wcześniej.

 

Sixers wygrywają w tym sezonie, jeżeli:

Sixers przegrywają w tym sezonie, jeżeli:

 



15.6 ppg
8.8 rpg
4.7 apg
2.0 spg
1.7 bpg
35.5 mpg




Philadelphia 76ers
Boston Celtics
New York Knicks
New Jersey Nets
Toronto Raptors
16-6
11-10
8-13
8-15
7-16



  
Sixers na transferze M.Speightsa...
   Skorzystali
   Stracili
  

Zobacz wyniki




Copyrights © 2001-12 by
Tomek "Monty" Klimowicz
All Rights Reserved

Działamy: