ARTYKUŁY: PODSUMOWANIE SEZONU 2001-02
Autor: Monty Wysłane: 19.05.2002
Od sezonu 1996-97 gdy trenerem Sixers został Larry Brown, drużyna każdego roku osiągała coraz lepsze wyniki i coraz bardziej liczyła się w NBA. Procent zwycięstw co roku wzrastał i wynosił kolejno 26%, 37%, 56%, 60% i 68%. W sezonie 2001-02 Philly awansowała do Finału NBA. A więc biorąc to pod uwagę, w tym roku powinna odnieść jeszcze więcej zwycięstw i zajść jeszcze wyżej. Ale Philadelphia odniosła "tylko" 43 wygrane przy 39 porażkach i zawiodła wielu fanów odpadając w pierwszej rundzie play-offs.
Zacznijmy jednak od początku. W okresie przedsezonowym Sixers przegrywali mecz za meczem, ale grali bez Iversona, Snowa, McKie. Sixers przegrali też 5 pierwszych meczy sezonu zasadniczego szybko lądując na dole tabeli. Nowym liderem zespołu stał się wtedy Speedy Claxton, pomagał mu dopiero co sprowadzony z Charlotte Derrick Coleman. W meczu 6 zagrał w końcu Iversona i Sixers silniejsi nie tylko fizycznie, ale też psychicznie, odnieśli 7 zwycięstw z rzędu. Allen został Graczem Tygodnia. Niestety później po tygodniu gry w kratkę nastąpiła fatalna passa. Z następnych 15 meczy wygrali tylko 3 i to ze słabymi Bulls i Cavs oraz Celtics. Na szczęście seria się skończyła. Sixers nie mieli już więcej takiej passy, ale grali cały czas w kratkę bardzo wolno odrabiając straty do pozostałych zespołów w Konferencji Wschodniej. Potrafili wygrać z tak silnymi zespołami jak Spurs (104-87) czy Lakers (93-87), by ulec Wizards (77-90) albo Bulls (96-98). Kiedy już wygrali 3-4 mecze, musieli przegrać kolejne 2 i sytuacja wyglądała cały czas źle. Przez długi czas Philadelphia była poza play-offs. Mimo dobrej gry Iversona, który zanotował pierwsze w karierze triple-double, a w meczu z Rockets rzucił 58 pkt., Sixers wygrywanie przychodziło ciężko. Dopiero w marcu dzięki trochę lepszej grze dosyć szybko awansowali na 5 miejsce na Wschodzie z małą stratą do Bostonu, który był oczko wyżej. I pewnie Sixers zakończyliby sezon na 3-4 miejscu gdyby nie fatalny mecz z Celtics 22 marca. 76ers go wygrali, ale Allen w wyniku upadku na parkiet złamał sobie lewą rękę i nie zagrał już w sezonie. Spodziewano się, ze Sixers mogą w ogóle nie awansować do play-offs, do których zostało całkiem sporo, bo 14 spotkań i ich pozycja na Wschodzie była bardzo niepewna. Spekulacje te były uzasadnione, bo wcześniej Sixers nie wygrali żadnego z 8 meczy, gdy brakowało "The Answera", a kilku zawodników nadal było kontuzjowanych. Na szczęście Sixers zaczęli wygrywać i grali nieźle. Wygrali dokładnie połowę z tych meczy. Wprawdzie spadli na 6. miejsce na Wschodzie, ale do play-offs awansowali, podczas gdy o 7 i 8 miejsce do ostatniej chwili walczyła Indiana, Toronto i Milwaukee, którzy ostatecznie odpadli.
Przed rozpoczęciem rozgrywek posezonowych, mimo gorszych statystyk w sezonie, przez specjalistów Sixers nadal byli uważani za jednych z faworytów na Wschodzie. Decydowały o tym 2 elementy. Po pierwsze, Iverson częściowo wrócił do zdrowia. Wprawdzie złamana lewa ręka wciąż mu dokuczała, ale wyleczył część z innych kontuzji, z którymi borykał się wcześniej. Po drugie w Eastern Conference zaszły wielkie zmiany. Do play-offs nie zakwalifikowały się takie drużyny jak Bucks, Heat, Knicks i inne, które od lat były największą siłą na Wschodzie, a teraz opadły na dno tabeli. Za to jej górne miejsca zajęły zespoły bardzo mało doświadczone, które jeszcze rok temu o play-offs w ogóle nie marzyły i kończyły sezon w połowie kwietnia już od wielu lat. Mowa tu o Bostonie, New Jersey czy Detroit. Tymczasem Sixers wiedzieli, jak walczy się w play-offs, mieli spore doświadczenie, serce do walki i przede wszystkim świadomość, że to oni rok temu byli najlepsi i teraz są trudnym przeciwnikiem, bo bronią tytułu wice-mistrza NBA. Jednak jak się okazało, nie pomogło to Philadelphii. Łatwo polegała ona w 1 i 2 meczu z Celtics i na awans nikt nie miał już nadziei. Ale Allen Iverson jak wielokrotnie podkreślał chociaż jest mały, to ma wielkie serce do gry. Pokazał to w meczu nr 3 gdy zdobywając 42 pkt. ( w tym decydujące kosze w końcówce) poprowadził Sixers do wygranej. Celtics zostali pokonani też w kolejnym pojedynku i wynik brzmiał już 2-2. I ponownie uwierzono w 76ers. Mimo, że wszyscy zawodnicy starali się jak mogli, Sixers zostali rozgromieni w decydującym meczu aż 120-83 (największa różnica punktów w całym sezonie) i odpadli z dalszej rywalizacji. Nie można było pokonać Paula Pierce'a i Antoaine'a Walkera którzy byli rewelacyjni w rzutach za 3 i wygraliby ten mecz niezależnie od tego, kto byłby ich przeciwnikiem. Sixers nie zostali 7 drużyną, która przegrywając 0-2 wygrała serię. Rozczarowali wielu fanów w tym także samych siebie, bo oczekiwano od nich tak wiele. W poprzednim sezonie mogliśmy oglądać wspaniałe pojedynki strzeleckie Vince'a Cartera z Iversonem i niezwykle zacięte mecze z Bucks. Były to najbardziej emocjonujące i efektowne serie od lat, a w tym sezonie Sixers tak szybko ulegli.
Jednak przyczyna nie leży ani po stronie zawodników, ani trenera. Wszystko potoczyłoby się dalej gdyby nie kontuzje. Allen Iverson opuścił 22 mecze. Eric Snow opuścił ich 21, Derric Coleman nie zagrał w 24, Aaron McKie w 34, Speedy Claxton pauzował 15 razy. Wydawało się, ze jedyny zawodnik, który zagra we wszystkich meczach to Dikembe Mutombo. Jednak jego od końca marca też dręczyła kontuzja, co odbiło się znacznie na jego średnich, i ostatecznie opuścił 2 ostatnie mecze. A teraz przeprowadźmy mały rachunek. Podstawowi zawodnicy Sixers, czyli Iverson, Mutombo, Snow, Harpring, McKie i Coleman razem opuścili aż 104 meczy a przypomnę, że sezon składa się z 82 spotkań. A do tego ile razy koszykarze decydowali się na występ, mimo jeszcze nie zagojonych ran. Wtedy w przerwach mogliśmy oglądać Erica Snowa z nogą w kuble z lodem, Aarona McKie z ramieniem opatrzonym bandażem itp... Trener Larry Brown pozbawiony właściwie przez cały czas jakiegoś zawodnika, musiał ciągle zmieniać taktykę i ustawienia. Boleśnie odczuto nieobecność najlepszych strzelców Sixers. W tym sezonie Sixers zdobywali średnie tylko 89 punktu na mecz, podczas gdy w sezonie 2000-01 średnia ta wynosiła 93 pkt. To są ponad 4 "oczka" różnicy. Wydawać by się mogło, że jest to mało, ale jednak. Kontuzje i brak zawodników do zdobywania punktów wyjaśniają wiele porażek, także porażki ze słabszymi zespołami jak Bulls, Grizzlies czy Hawks.Mimo to Sixers mają duże szanse na walkę o Mistrzostwo w przyszłym sezonie. Muszą jednak poradzić sobie z pechowymi kontuzjami i nie zmieniać zbytnio składu, jak to zrobili przed sezonem 2001-02. To też być może miało wpływ na gorsze wyniki, bo zawodnicy nie byli tak zgrani. Sixers mogą tez oczywiście sprzedać kilku graczy, by pozyskać jakąś wielką gwiazdę, która odciążyłaby Iversona. Może to też będzie na ich korzyść.
Co się stanie zobaczymy dopiero w listopadzie, kiedy cały zespół będzie znowu zdrowy i miejmy nadzieję silny jak rok temu. Teraz Sixers mają wakacje i pocieszac się można tylko faktem, że oprócz nich szybko odpadły inne drużyny, które rok temu też zaszły w play-offs bardzo doaleko: Raptors w pierwszej rundzie, a Bucks nie awansowali do rozgrywek posezonowych.
15.6 ppg |
8.8 rpg |
4.7 apg |
2.0 spg |
1.7 bpg |
35.5 mpg |
Philadelphia 76ers Boston Celtics New York Knicks New Jersey Nets Toronto Raptors |
16-6 11-10 8-13 8-15 7-16 |
|
Skorzystali Stracili | |
|
| |