ARTYKUŁY: LIST OD ALLENA IVERSONA! (ŻART Z OKAZJI PRIMA APRILIS)
Autor: Monty Wysłane: 1.04.2004
Witam moich wszystkich fanów w Polsce skupionych wokół tego serwisu. Nie
spodziewałem się, że mam w tym odległym i dziwnym jak fryzura Bena
Wallece'a kraju tylu kibiców... A więc piszę do Was ja, Wielki Mały
Koszykarz, i muszę przyznać, że siedząc teraz przed klawiaturą miny nie
mam wesołej.
Kiedyś mówiłem, że będę miał więcej pierścieni niż sam Michael
Jordan, dzisiaj niestety po raz pierwszy od kilku lat moja drużyna może nie
awansować do play-offs. A pierścienia wciąż nie mam i chociaż noszę kilogramy
złotych łańcuchów, bransolet i innej wymyślnej biżuterii, to nikt nie
chce się na to nabrać.
Mało tego, kiedyś wychodziłem sobie na parkiet i grałem kiedy chciałem,
nie obchodziły mnie żadne kontuzje, a na nazwy urazów wymienianych mi przez
lekarzy, reagowałem tylko śmiechem i politowaniem. Teraz, niestety, nie
zagram już do końca sezonu, bo mam problemy z wiązadłem w kolanie, no cóż...
starość nie radość... sami wiecie, że nie mogę ryzykować poważnej
kontuzji, bo w końcu chce te mistrzostwa zdobyć, a nie skończyć jak Grant
Hill.
Ale na szczęście nikt mi nie wytyka mojej nieobecności na parkiecie, nawet
ten zarozumialec Chris Ford... Jak ja go nie cierpię.. założę się, że
teraz mi będzie za o wytykał fakt, że Sixers beze mnie mają jednak małą
szansę awansować do play-offs, a wcześniej jak grałem dostawali w plecy od
największych cieniasów. Ale co miałem zrobić, nie powinienem grać z
powodu kontuzji, ale wtedy wyglądało to trochę inaczej, wierzyłem w moje
umiejętności.
Poza tym raz Ford chciał mnie wypuścić z ławki jak wróciłem po przerwie,
do czego to doszło. Kto widział, żeby MVP, wieloletni król strzelców,
uczestnik Meczu Gwiazd i przyszły olimpijczyk wychodził z ławki... no
dobra, rok temu Jordan, ostatnio Duncan tak robił i nawet mnie przedrzeźniał
żartując, że też nie wyjdzie. No a prasa to rozdmuchała i znowu wyszło
na to, że wszystkiemu jestem winien ja. Znowu zdobiła się mydlana opera między
mną a trenerem, a media jeszcze wszystko pokręciły i napisały, że z ławki
w ogóle nie chciałem grać. Wcześniej chyba się skończy "Moda na
sukces" niż te moje problemy z trenerem i mediami... A było tak, że ja
tylko wolałem jeszcze odpocząć, a wyszedłem na rozpieszczoną gwiazdę, która
z ławki nie wychodzi. Eee, i tak mi nikt nie wierzy. A przecież widzicie,
jak gram dojrzale. Już dawno nie biegałem z pistoletem po Philly, a na
zaczepki trenera Browna odpowiadam spokojnie i ciągle go chwalę. A mimo
wszystko fala krytyki wylała się na mnie...
Wszystko przez tego Duncana, tego samego który przecież 4 lata temu był wyśmiewany
że nie gra z powodu błahej kontuzji i wtedy mistrzowie Spurs odpadli już w
1 rundzie z Suns, którymi niedługo będzie rządził Wasz rodak. No a mnie
wtedy chwalili, chyba pierwszy raz, bo grałem, chociaż wyglądałem jak Boykins
z Nuggets po zderzeniu z Shaqiem. Ale Wy, moim polscy fani wiecie, że chciałem
jak najlepiej...
Teraz niestety siedzę na ławce w dresie (nie, nie... w garniturze mnie tak
szybko nie zobaczycie) i mogę co najwyżej kibicować Sixers, by awansowali.
Tylko sam już nie wiem, jak wtedy będę wyglądał, skoro awansują bez
mojej wspanialej i nieocenionej pomocy. No ale w końcu Big Dog też nie gra,
zwalę wszystko na niego. Tylko co na to nasz menadżer?
Wcześniej nie szło mi z Keithem, białasem jednym, przez którego odpadliśmy
z play-offs. A teraz jak mi sprowadził Robinsona, to miało być tak pięknie...
Co teraz zrobi, znowu mi kogoś sprowadzi do pomocy? No nie wiem, z Big Dogiem
nawet nieźle się gra, szkoda tylko że jak mnie nie ma, to sam nie potrafi rzucić
tych 25 punktów. W każdym razie moją największą bolączką, drodzy
kibice, jest to, co zrobi King. I nie mówię o Królu Jamesie, tylko naszym
GM, Billy Kingu. Jak postanowi zrobić gruntowna przebudowę, to jeszcze stad
wylecę.. ale nie, tyle zrobiłem dla Sixers... no i podpisali ze mną dożywotni
kontrakt... ale z drugiej strony kiedy Kenny, Sammy, Wilie i Ashton K... to znaczy
Kyle, tak nieźle się zapowiadają, to kto wie... Bo w końcu teraz jest
najlepszy moment, żeby mnie sprzedać (co za brzydkie słowo, fuck!).
Anyway, może sprowadzą za mnie Kobe Bryanta, który w końcu pochodzi z
Philly. Wszystko zależy tylko od tego, czy wyląduję on za kratkami za
ten rzekomy gwałt i wtedy co najwyżej będzie ogrywał MJ'a (wiecie,
Jacksona - nie Jordana), który przy odrobinie szczęścia będzie z nim
dzielił celę. Hehe, pomarzyć fajna rzecz... W końcu dobrze mu tak, po co
nas ogrywał 3 lata temu w Finałach. No dobra, tak naprawdę nie życzę mu
źle bo media mu robią to samo, co mi przez całą karierę...
Zresztą jak mnie sprzedadzą, to moja ulubiona filadelfijska publiczność i
tak wygwiżdże Bryanta jak podczas ASG sprzed 3 lat i Kobe tak czy siak
dostanie za swoje... W sumie to naprawdę chce do końca grać dla Sixers i
chociaż mówię, że jak mnie sprzedadzą to żalu nie będę miał, to
jednak w głębi duszy mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.
Z drugiej strony jak bym wylądował w Lakers, albo w Blazers u boku Cheeksa,
który miał być naszym trenerem zamiast tego zarozumialca...? Może wtedy
zdobyłbym upragniony pierścień. Może warto iść do innego klubu? Ale w żółtych
strojach Lakers do twarzy mi nie będzie... Skoro mowa o żółtym, to może
trafię do Rockets gdzie u boku Yao Minga stworzymy niezły duet. W końcu o
sprowadzeniu Francisa za mnie wyczytałem już jakieś plotki na ESPN.
Ale sam nie wiem, w Sixers mi dobrze i chociaż policja ma mnie na celowniku
po tym incydencie ze strzelaniną i z poszukiwaniem Tawanny, to jednak po
olimpiadzie będę raczej nietykalny.
Och, widzicie jak jest, drodzy polscy kibice, zamiast myśleć co zrobić z
kolejnymi pierścieniami zastanawiam się, gdzie będę grał w przyszłym
sezonie. A jak nikt mnie nie będzie chciał to jeszcze przyjdzie mi sprzedawać
kanapki w Burger Kingu (nie, nie, dajcie już spokój - to nie ma nic
wspólnego z Kingiem Jamesem) bo w końcu za coś musze kupić kilka samochodów
dla rodziny w przyszłym roku.
Właściwie to mam nadzieję, że po olimpiadzie będę w dobrej formie i jak
operacja się uda to może będę miał znowu życiowy sezon. No tylko to samo
mówiłem poprzedniego lata i chociaż gram teraz bardziej dojrzale, podczas
ASG byłem lepszym play-makerem niż Jason, mam więcej asyst i lepiej
rozumiem grę, to skubaniec McGrady w ostatniej chwili mnie wyprzedził w wyścigu
o tytuł Króla Strzelców. No i ta moja skuteczność, w meczu z Knicks np.
2/21 - mam nadzieję, ze o tym już nikt nie pamięta. Zawsze w procentach byłem
cienki, ale to już była lekka przesada.
Zresztą w kolejne zapewnienia teraz już mi nikt nie uwierzy, zwłaszcza, jak
znowu złożę taką obietnicę jak latem. Aaaaa, jeszcze chciałem coś
napisać o Tracym... Jestem na niego wkurzony, wprawdzie jest dla mnie najważniejsze
Mistrzostwo i rekordy strzeleckie czy inne nie liczą się, bo już je miałem.
Ale skoro o pierścieniu w tym roku nie mam co marzyć, to mógłbym się
chociaż pocieszyć tym tytułem Króla Strzelców, albo lidera przechwytów.
Tymczasem Tracy mi ukradł to pierwsze, a na drugie apetyt ma Baron Davis, który
się ze mną zrównał w klasyfikacji.
No ale oboje na razie nie grają z powodu kontuzji. No, nie tylko ja mam źle.
Wprawdzie zmarnowałem sezon, ale Tracy jest już na skraju załamania
nerwowego, a jego Magic przegraliby pewnie nawet z jakimś polskim klubem
(przepraszam moi drodzy fani z Polski, nazw nie pamiętam, bo za dużo jest w
nich reklam). Do tego jak już wspomniałem Davis nie gra, Vince Carter pewnie
na PO też już nie liczy, Kobe widzi przyszłość przez kraty, u Karla
Malone'a ujawniają się urazy z kontuzji zdobytych, kiedy ja nosiłem jeszcze
pampersy. Do tego wszystkiego Jay Williams może już przez ten głupi wypadek
nie grać, Vinowi Bakerowi śnią się po nocach wysokoprocentowe napoje, Wasz
Cezary Trybański pakuje się już do domu, Milicic wciąż podaje ręczniki,
mój Mały-Wielki poprzednik Calvin Murphy oskarżony jest o pedofilię, a
Steve Nash nadal przypomina orków z "Władcy Pierścieni". Do tego
Wy, chociaż możecie już nas wszystkich oglądać w telewizji, to i tak
jesteście skazani na ciągłe oglądanie tych wstrętnych Lakers i
Spurs.
No, chyba jednak ja nie mam aż tak źle, jak początkowo myślałem. Może w
następnym sezonie będę miał mimo wszystko szansę grać dla Sixers i pójdzie
nam lepiej, może dogadam się z zarozumialcem Fordem (w końcu ostatnio
wygrywa - może warto?) albo go wywalą (w końcu przy jego nazwisku wciąż
jest "tymczasowy"). W przeciwieństwie do tego, co śpiewał 2Pac, wszystko się może u mnie zmienić, a Steve Nash jednak zawsze będzie wyglądał
tak samo...
Pozdrawiam Was Drodzy Polscy Kibice, trzymajcie za mnie kciuki...
Allen Iverson - Philadelphia 76ers (?)
15.6 ppg |
8.8 rpg |
4.7 apg |
2.0 spg |
1.7 bpg |
35.5 mpg |
Philadelphia 76ers Boston Celtics New York Knicks New Jersey Nets Toronto Raptors |
16-6 11-10 8-13 8-15 7-16 |
|
Skorzystali Stracili | |
|
| |