ARTYKUŁY: ALL STAR GAME 2004
Autor: Monty Wysłane: 16.02.2004
Dzisiejszej
nocy miliony fanów NBA doczekało się wreszcie jednego z najważniejszych
wydarzeń w sezonie, czyli corocznego All Star Game. Po bardzo wyrównanym i
jak zwykle niesamowicie widowiskowym pojedynku, lepszy okazał się ponownie
Zachód zwyciężając 136-132. Chociaż Allen Iverson rzucił zaledwie 3
punkty (1/6 z gry) i miał 1 zbiórkę i 4 straty to i tak należą mu się
wielkie brawa i słowa uznania. A wszystko za sprawą postawy, jaką cały
czas reprezentował na boisku. Iverson popisał się aż 11 asystami i chociaż
wielokrotnie miał okazję do łatwego zdobycia kosza, to efektownie odgrywał
do kolegów. Przez całe 23 minuty zamiast walczyć o kolejne punkty zajmował
się organizacją gry Wschodu w ataku, grą w obronie i kreowaniem kolegów.
To właśnie on brał udział w najbardziej widowiskowych akcjach ASG. Jego
podania do Vince'a Cartera czy Tracy'ego McGrady'ego kończyły się
niesamowitymi wsadami z powietrza, a asysty do Kidda - celnymi rzutami z
dystansu. I chociaż wszyscy spodziewali się jego gry w ofensywie, to Iverson
po raz kolejny pokazał jak wspaniałym i niedocenianym jest playmakerem i 11
asyst na pewno cieszy bardziej niż dwucyfrowa liczba punktów. Niestety, nie
przyniosło to wygranej Wschodu. Nagroda MVP powędrowała do wychodzącego z
ławki Shaquilla O'Neala który z kolei udowodnił, że to on a nie Yao Ming
powinien wyjść w pierwszej piątce. Była to już 2 taka nagroda w karierze
centra LA Lakers. Wcześniej otrzymał ją wspólnie z Timem Duncanem.
Trzeba przyznać, że organizatorzy Meczu Gwiazd w Staples Center, w Los Angeles, stworzyli widowisko na najwyższym poziomie pod względem realizacyjnym. Przebiegło ono bez jakichkolwiek zakłóceń i miliardy widzów przed telewizorami prawdopodobnie nawet na chwilę nie odkleiło wzroku z odbiornika telewizyjnego. Dzięki Canal+ tegoroczny All Star Game, jak również sobotnie konkursy towarzyszące, mogliśmy oglądać także w Polsce.
Show zaczął się, jak przystało na Hollywood, od występu wielkich gwiazd. Przed złożoną prawdopodobnie w większości z VIP-ów publicznością w Staples Center wystąpił popularny aktor, a obecnie gubernator Kalifornii, Arnold Schwarzenegger. W krótkiej mowie wyraził on podziw dla zawodników Najlepszej Ligi Świata i życzył wszystkim fanom wspaniałej zabawy dodając znane wszystkim "I Love This Game". Zaraz po nim na parkiecie pojawił się popularny zespół Outkast, który wykonał na żywo wielki hit "Hey Ya". Pod koniec utworu nastąpiła uroczysta prezentacja koszykarzy obu ekip. Najpierw na parkiet zaczęli wychodzić zawodnicy Wschodu, po nich gospodarze imprezy, czyli zespół Zachodu. Największe brawa otrzymali zawodnicy Lakers: Shaq O'Neal i Kobe Bryant, a także McGrady, Kidd i Iverson. Kiedy było już po wszystkim przystąpiono do odśpiewania hymnu Kanady (w wykonaniu Nelly Furtado) oraz USA, w ciekawej interpretacji już od jakiegoś czasu promującej NBA Christiny Aguilery. Ciekawostką jest, że występy gwiazd transmitowano z 7 sekundowym opóźnieniem spowodowanym incydentem jaki miał miejsce podczas Super Bowl (finał NFL), kiedy Janet Jackson przed niemal 3 miliardami telewidzów odsłoniła swoją pierś.
Po kilku minutach rozpoczęło się tak bardzo wyczekiwane widowisko. Od razu swoją siłę zaprezentował Zachód obejmując łatwo prowadzenie 4-0. W pierwszej akcji Wschód zanotował stratę, ponieważ Vince Carter nie zrozumiał się z podającym mu piłkę Allenem Iversonem. Jednak Wschód szybko pokazał formę i mecz zaczął być wyrównany. Po kilkudziesięciu sekundach doszło do ciekawego wydarzenia, kiedy na rzut za 3 zdecydował się... chiński center Rockets Yao Ming. Piłka oczywiście nie znalazła drogi do kosza, chociaż niewiele brakowało. To, co uwidoczniło się w pierwszych minutach meczu, to przewaga w zbiórkach gospodarzy, a także ich gra pod Yao Minga, który 3 akcje zakończył ładnymi dunkami. Z kolei Wschód grał bardziej zespołowo i pierwsze akcje dla równowagi rozgrywane były pod Bena Wallece'a. Kiedy gospodarze objęli prowadzenie 17-10, bardzo efektowną asystą do Vince'a Cartera popisał się Allen Iverson. "Air Canada" nie mógł zmarnować takiej okazji i popisał się jeszcze bardziej widowiskowym wsadem z powietrza. Była to już 3 asysta AI i dzięki niemu Wschód zniwelował straty (15-19), a Zachód wziął pierwszą w meczu przerwę. Po niej przestrzelił AI, ale Wschód grał jeszcze bardziej widowiskową, szybszą i pełną wspaniałych wejść pod kosz koszykówkę, z częstymi podaniami nad obręcz zakończonych niesamowitymi wsadami. Z kolei Zachód bardziej stawiał na celne rzuty z pół-dystansu. Pod koniec kwarty na boisku pojawił się po raz pierwszy Shaq O'Neal, który podobnie jak Yao Ming zaskoczył rozgrywając 2-3 akcje niemal jak rasowy playmaker. Na 2.5 minuty przed końcem "za 3" po asyście Iversona trafił także wychodzący z ławki Jason Kidd, a po rzucie Jamaala Magloire'a na 2.07 przed końcem Wschód doprowadził do pierwszego remisu 27-27. Potem widzieliśmy jeszcze dwójkowe akcje pomiędzy zawodnikami, którzy na co dzień grają z sobą w jednym klubie (O'Neal - Bryant, Ming - Francis, Kidd - Martin). W ostatnich sekundach efektownym blokiem na Shaqu popisał się Magloire, Jason Kidd trafiając jeszcze za 2 sprawił, że w 1 kwarcie to Wschód okazał się górą 33-31.
W przerwie między kwartami miał miejsce występ znanej z amerykańskiego "Idola" Kelly Clarkson, która zaniosła tort z piłką od koszykówki w środku legendarnemu Billowi Russellowi i odśpiewała mu "Happy Birthday" z okazji 70 urodzin.
Dzięki pierwszym akcjom 2 kwarty (m.in. kosz po dobitce Kenyona Martina) Wschód powiększył przewagę do 36-31. Nie grał już Allen Iverson, który w pierwszej kwarcie tylko 3 razu zdecydował się na rzut i był bardziej pochłonięty kreowaniem gry kolegów i popisywaniem się efektownymi asystami. W jego miejsce wszedł Jason Kidd, który nie ustępował gwieździe Sixers w prowadzeniu gry i równie dobrze zajął się organizacją ataku gości. Kilkanaście sekund przed połową kwarty obie strony zdecydowały się najwyraźniej na przeprowadzenie własnego "konkursu wsadów", ponieważ na przemian dunkami popisywali się najlepsi koszykarze zarówno w białych, jak i niebieskich koszulkach. Po 5 minutach Wschód wciąż prowadził (48-42), w czym duży udział miała dobra gra Jamaala Magloire'a, który uzbierał już 12 "oczek" oraz Jason Kidd. Wkrótce jego zespół objął największą w meczu przewagę 55-46. Niespodziewanie Wschód był lepszy od Zachodu w asystach i - co bardzo szokuje - w zbiórkach. Jednak Zachód odzyskał kontrolę nad grą jeszcze szybciej, niż ją stracił. Poprzez niecelne rzuty z pół dystansu Wschodu na kilka minut przed końcem kwarty było już tylko 57-56 dla tego zespołu, który jednak nie rezygnował z widowiskowych akcji. Najpierw swoją niesamowitą akcję sprzed roku powtórzył Tracy McGrady, który wchodząc pod kosz rzucił piłkę o tablicę i jak się okazało było to podanie do niego, ponieważ złapał ją w powietrzu i władował do kosza. Ze swoich strzeleckich aspiracji nie zrezygnował też Yao Ming, który za sprawą domagającej się tego publiczności na 1.20 przed końcem ponownie rzucił za 3. Tym razem jednak był to niedolot. Ta część spotkania zakończyła się wygraną wschodu 31-27, który był lepszy w zbiórkach 30-28 i asystach 23-17. Na przerwę to goście schodzili z przewagą 64-58. Ich najskuteczniejszymi zawodnikami byli Magloire (12), Carter (9) i Martin (8), natomiast wśród przeciwników najbardziej skuteczni byli Garnett (8), O'Neal (8) i Bryant (7).
Przerwa obfitowała w różne atrakcje, jak na przykład występy pięknych cheerlderek Clippers i Lakers. Realizatorzy telewizyjni przypominali nam akcje z sobotnich konkursów, oraz akcje legend takich jak Russell, Erving czy Worthy. Zaś kamerzyści w Staples Center eksponowali sławy, które zasiadły na trybunach by obejrzeć to wyjątkowe widowisko. Byli wśród nich Jack Nicholson, Will Smith z żoną Jada Pickett - Smith, Leonardo Di Caprio, znany z "Terminatora" Robert Patrick, Nelly, Ted Danson, Beyonce, Usher, Ashanti, Vanessa Williams. Lennox Lewis i wielu, wielu innych, a także cała galeria najznakomitszych koszykarzy oraz legend NBA i ich koleżanek z WNBA.
Po zmianie połów trenerzy powrócili do wyjściowych składów, więc na boisku znowu miał okazje zaprezentować się Allen Iverson, który całą poprzednią kwartę przesiedział na ławce. W pierwszej akcji dostał piłkę ale kończył się czas i musiał oddać niecelny rzut z pół-dystansu, z boku boiska. Szybko wiec zaczął grać tak jak w 1 połowie kreując grę swoich kolegów. Ale pierwsze 4 podania zakończyły się niecelnymi rzutami graczy Wschodu, jednak Zachód również grał trochę mniej skutecznie. Wreszcie AI zdobył swoją 8 i 9 asystę podając na alley-upy piłki do Cartera i McGrady'ego. Obie akcje zakończyły się widowiskowymi wsadami, z których na uwagę zasługuje zwłaszcza wsad T-Maca. W tej akcji pogubili się gracze Zachodu i przy atakowanym koszu było tylko 4 graczy drużyny przeciwnej. Piłkę od McGrady'ego dostał właśnie AI, który dotychczas miał tylko 2 punkty na koncie i miał powiększyć swoje konto. Jednak ku radości kibiców Iverson oddał piłkę McGrady'emu odbijając ją od tablicy dzięki czemu T-Mac popisał się jednym z najbardziej widowiskowych wsadów wieczoru. W kolejnych minutach gry wynik oscylował w granicach remisu, ewentualnie z nieznaczną przewagą Zachodu, który po "trójce" Bryanta prowadził 78-76. Chwilę po tym wzięto dłuższą przerwę, dzięki czemu kibice mogli obejrzeć akrobatyczne popisy specjalistów od wykonywania wsadów za pomocą trampoliny. Jeśli wierzyć komentatorom, to na ich niesamowite zagrania z zazdrością zerkali zawodnicy gospodarzy. Po tej przerwie Zachód wyraźnie nabrał ochoty do gry dzięki czemu doszło do serii 20-8. Na 5 minut przed końcem kwarty zszedł więc Iverson, by zastąpić go mógł Kidd. I rzeczywiście ta zmiana wyszła na dobre Wschodowi, ponieważ gwiazdor Nets wprowadził ożywienie do ich zespołu i za sprawą jego podania do Martina oraz "trójce" w końcówce kwarty. Zachód prowadził już tylko 103-101po kwarcie wygranej aż 45-37. Trzecia odsłona gry zakończyła się koszem Jamaala Magloire'a, który zaskoczył swoją dotychczas niespodziewanie dobrą gra wszystkich obserwatorów. koszykarz bowiem uzbierał już 17 punktów, najwięcej w zespole, i był jak na razie największym pewniakiem do nagrody MVP w przypadku zwycięstwa Wschodu. Przypomnijmy, że jego wybór do ASG był nieco kontrowersyjny biorąc pod uwagę pominiecie chociażby LeBrona Jamesa. Jednak Magloire pokazał wszystkim, że zasługuje na ten honor na równi z rewelacyjnym debiutantem Cleveland Cavaliers.
Także
4 kwarta rozpoczęła się od punktów Magloire'a, ale tym razem z rzutów
wolnych. Były to jednak jedyne punkty tego zawodnika w finałowej karcie,
inne jego próby zakończyły się już niepowodzeniem. Po niespełna 2
minutach wszystkich kibiców zaskoczył Kobe Bryant. Nie chodziło jednak o
widowiskową akcję, ale raczej o jej brak. Kobe otrzymał piłkę będąc na
połowie przeciwnika i pobiegł na kosz. Chociaż był z nim sam na sam i w
pobliżu nie było żadnego rywala, Bryant zwyczajnie zdobył punkty z
dwutaktu i na przekór publiczności zrezygnował z dunka, co skwitowano
buczeniem. Minutę później Wschód ponownie objął prowadzenie 109-107. Po
chwili wspaniałą asystą do Steve'a Francisa popisał się Yao Ming, któremu
Francis podziękował wskazując na niego palcem jeszcze wisząc na obręczy.
W połowie kwarty miała miejsce kolejna atrakcja poza boiskowa. Po trybunach
krążyła kamera, którą trzeba było pocałować, a jedna z kibicujących
par wzięła wtedy ślub rezygnując zapewne z niego dzień wcześniej, czyli
w Walentynki. Na 7.22 przed końcem na boisko wrócił Allen Iverson, który
grał już do końca. Od razu popisał się podaniem do Kidda. Ten nie trafił,
ale po kilkunastu sekundach znowu otrzymał od niego podanie zakończone tym
razem celnym rzutem "za 3" i 11 asystą Iversona. Od tego momentu
chociaż nie brakowało zapierających dech w piersiach zagrań, gra stała się
bardziej poważna, grano bardziej na serio, z faulami i widać było, że obu
stronom zależy na zwycięstwie. Ciekawostką jest, że przez cały mecz na
ekranach telewizorów pojawiały się pozdrowienia od widzów ASG z całego świata.
Akurat wtedy realizatorzy wybrali wypowiedź jednego z Polaków ("Jerem
from Lodz"), który pozdrowił wszystkich widzów oraz polskich i amerykańskich
żołnierzy przebywających w Iraku. Na 4.11 przed końcem faulowany został
Iverson, który miał okazję zdobyć pierwsze punkty od 2 kwarty. Jednak
wykorzystał tylko 1 rzut wolny i Wschód przegrywał 121-124. Na 3.22 przed
końcem zagraniem "coast to coast", podobnym jak 2 lata temu, popisał
się Shaq O'Neal. Przebiegł on z piłką od swojego kosza na kosz rywali i
nie przejmując się obrońcami efektownie wykończył akcję wsadem, co wywołało
tylko uśmiech i zdziwienie na twarzy McGrady'ego i Iversona. Na 2.54 przed
syreną 2 rzuty wolne Kidda dały Wschodowi ponowne
prowadzenie 127-126. Wyrównał Duncan trafiając 1 rzut wolny, na co
odpowiedział McGrady trafiając zza linii 7.24. Następnie brzydko faulowany
przez Bryanta Allen Iverson spudłował oba rzuty wolne i oddalając swój
zespół od zwycięstwa. O ile za cały występ, niespodziewane kreowanie gry
i rewelacyjne akcje pod partnerów AI powinien dostać duże brawa, to w tym
ważnym momencie zawiódł, za co należą mu się słowa krytyki. Jednak dla
Wchodu trafił McGrady, a w kolejnej akcji faulowany przez Shaqa wykorzystał
tylko 1 rzut wolny i był to już 3 niecelny rzut Wschodu w 2 ostatnich
minutach spotkania. Na 26 sekund przed końcem "bank shootem" popisał
się mało widoczny wcześniej Tim Duncan i bez wątpienia były to kluczowe
dla wyniku punkty w tegorocznym Meczu Gwiazd, dające gospodarzom prowadzenie
133-132. Chociaż Wschód miał jeszcze 26 sekund na akcje, to wiele czasu
zmarnował, po czym błąd popełnił Tracy McGrady za bardzo ryzykownie podając
pod kosz. Była to strata Wschodu, który po chwili stracił też 2 kolejne
punkty za sprawą Raya Allena. Przy stanie 135-132 dla Zachodu były jeszcze
szanse na wygraną zwłaszcza, że zostało ponad 14 sekund do ostatecznej
syreny. Wschód grał już z mocno obniżonym składem Jednak przez kilka
sekund nie miał do kogo podać Jason Kidd. Zdecydował się na wejście
blisko strefy pod koszowej i odegranie na obwód do Michaela Redda. Ten musiał
momentalnie rzucać, jednak niestety nie trafił marnując tym samym szanse na
doprowadzenie do dogrywki. Na zegarze zostały jeszcze 2 sekundy, faulowano więc
Duncana. Ten trafił 1 na 2 rzuty ustalając wynik spotkania na 136-132.
Wprawdzie w ostatniej akcji trafił za 3 ze swojej połowy Tracy McGrady, ale
był to już rzut sporo po czasie, a jego zaliczenie i tak nie zmieniłoby już
w żaden sposób wyniku spotkania.
Po jego zakończeniu jak zwykle przemawiał komisarz NBA, David Stern. Podziękował on wszystkim kibicom, jak również uczestnikom ASG i klubom NBA. Nie zabrakło też miłych słów w stronie Lakers, za zorganizowanie w Staples Center widowiska na najwyższym, światowym poziomie. Na scenie stał już Shaquille O'Neal i było już wiadomo, że to do niego po raz 2 w karierze trafi tytuł MVP All Star Game. Shaq (24 punkty, 11 zbiórek, 2 przechwyty w 24 minuty) w pierwszej kolejności podziękował wszystkim fanom z trybun za wsparcie, za co nagrodzono go owacją na stojąco. Dosyć niespodziewanie słowa wdzięczności z ust O'Neala padły też w kierunku Kevina Garnetta i Allena Iversona, którzy według niego mieli największy wpływ na wysoki poziom widowiska i zasługiwali, obok niego, na największe uznanie. Shaq zdradził, że po 2 kolejnych rzutach z gry w końcówce autorstwa Tracy'ego McGrady'ego, Zachód został zmuszony do lepszej grze w obronie i to ten fakt miał decydujące znaczenie w zwycięstwie gospodarzy. I rzeczywiście trudno się z nim nie zgodzić.
Chociaż to O'Neal otrzymał nagrodę MVP, warto też wyróżnić innych uczestników 53 All Star Game, którzy swoja postawą na boisku wyróżnili się i byli kandydatami do wygrania trofeum. Na Zachodzie będą to Kobe Bryant (20 punktów, 5 przechwytów), Yao Ming (16 punktów) i Tim Duncan (14 punktów, 13 zbiórek, 5 asyst). Po stronie przegranych na brawa zasłużyli Jamaal Magloire (19 punktów, 8 zbiórek), Kenyon Martin (17 punktów, 7 zbiórek), Jermaine O'Neal (16 punktów, 9 zbiórek), Jason Kidd (14 punktów, 10 asyst) oraz Allen Iverson (3 punkty, 11 asyst).
15.6 ppg |
8.8 rpg |
4.7 apg |
2.0 spg |
1.7 bpg |
35.5 mpg |
Philadelphia 76ers Boston Celtics New York Knicks New Jersey Nets Toronto Raptors |
16-6 11-10 8-13 8-15 7-16 |
|
Skorzystali Stracili | |
|
| |